zapytał (a) 05.05.2013 o 17:01. Chłopak nie ma dla mnie czasu . Co robić ? Jestem ze swoim chłopakiem 8 miesięcy i ostatni raz normalnie spędziłam z nim czas 31 marca . Dziś jest 5 maja i jak zapytałam się czy się spotkamy to on odpowiedział "Dziś" a ja zapytałam, a co nie masz czasu ? on mi odpowiedział , że nie ma czasu
Oto 3 bardzo typowe zdania, człowieka, który nie ma odwagi mówić wprost: 1. Nie zasługuję na ciebie. To prawda: nie zasługujesz! A to dlatego, że uciekasz się do banalnego i smutnego sposobu na powiedzenia, że odchodzisz. Tak naprawdę to zdanie oznacza bowiem: już mi się nie podobasz, nie kocham Cię, ale nie mam odwagi powiedzieć
Mąż nie ma dla mnie czasu!!!! Rozmowy nic nie pomagają co powiem i tak to wszystko kończy się kłótnia nie ma dnia żeby piw sobie nie kupował zawsze po pracy musi mieć, ok ja rozumiem
Hej, Facet z dzieckiem dla kobiety niezależnej i bez dzieci to same problemy. Pomóżcie. Po co kobiety się z takim wiążą? Mam przyjaciółkę, dziewczyna z wyższym wykształceniem, z bardzo
Zbanowany. Temat: Czy jest dla mnie jeszcze nadzieja? Hej, jestem 18 letnim chłopakiem. Jakiś czas temu zdałem sobie sprawę, że mam problem z nieśmiałością oraz zawiązywaniem znajomości. Od najmłodszych lat byłem "tym innym", czy to dlatego, że byłem niski, miałem inne zainteresowania. Teraz zdałem sobie sprawę, że muszę
Jeśli w Twoim związku Twój facet tego nie robi, to na 99% gdzieś po drodze tę potrzebę w nim zabiłaś. Albo go odpowiednio nie wychowałaś. Ma też potrzebę, aby jego samica pokazała mu „ON JEST MOIM SAMCEM”. 15. Potrzeba rywalizacji z innymi . Facet ma wbudowaną w geny potrzebę rywalizacji z innymi.
aCHbw. Poznałaś fajnego chłopaka, ogarnięty, przystojny, randka poszła super, druga też, zaczęliście się spotykać. Chociaż spotykać… duże słowo, rzadko udaje się znaleźć czas, on jest taki zarobiony! Z początku ci to imponuje, koleś ma tyle pasji i robi mnóstwo ciekawych rzeczy! A potem zaczyna uwierać, ale przychodzi randka a on opowiada ci o tym co robił i co ekscytującego przeżył, a ty słuchasz z maślanymi oczami… Tłumaczysz sama sobie, że przecież zawsze chciałaś poznać kogoś interesującego. Kogoś, kto ma jakieś pasje. I że to zrozumiałe, że chłopak nie ma czasu. Czasami z napisaniem jakiegoś tekstu jest jak z zatruciem pokarmowym, tylko w tym wypadku nie biegnę na kibelek, a odpalić edytor i zacząć stukać w klawiaturę. Uczucie ulgi porównywalne!Więc siadłam pewnego dnia i pisałam aż poczułam taką ulgę. Ale napisałam dość ostro i zostawiłam bez wciskania publikuj, bo ten tekst był mieczem obosiecznym i kilku osobom mogłoby się zrobić przykro. Bo trochę był o mnie! Też taka jestem… Tydzień temu zjadłam śniadanie z rewelacyjną Asią Pachlą i jakoś tak wyszło, że rozmowa zeszła na ten temat. A potem wkręciłam się w Tik Toka (po przynajmniej roku gadania, że nie ogarniam i nie rozumiem postanowiłam zrozumieć zanim ocenię) i nagrałam taką bzdurkę: klik Uznałam to za znak, by napisać tekst jeszcze raz, ale spokojnie i cierpliwie. Chociaż też dosadnie, bo przyświeca mi na blogu jedna zasada – piszę teksty, których potrzebowałaby młodsza JA. A to jest życiowa prawda, którą chciałabym poznać wcześniej. Nie chodzi o czas. Chodzi o priorytety. Jestem wystarczająco dużą dziewczynką by wiedzieć, że jak komuś zależy, to zawsze znajdzie czas. Jakoś tak się złożyło, że przez długi okres w życiu miałam więcej kolegów niż koleżanek i z zaciekawieniem obserwowałam jak funkcjonują w relacjach, które były „zwykłe” a jak w takich, w które się serio wkręcili. Nie chcę tu oceniać po co ludzie tkwią w tych takich „na przeczekanie”, bo wyrosłam z oceniania ludzi. Chociaż dobra, nie do końca, urwałam znajomość z koleżanką, która powiedziała, że wciąż jest ze swoim chłopakiem (którego nawet nie lubi!!!) bo taniej jest razem wynajmować mieszkanie. No ale chyba już tak jest, że dzielimy się na dwa typy ludzi. Jedni kończą relacje, gdy po prostu nie są warte bycia w nich, drudzy dopiero gdy ogarną sobie kolejnego partnera. Ja jestem typem pierwszym. Wracając do moich biednych kolegów, którzy pewnie nie chcą czytać o sobie na moim blogu… ten sam chłopak, który potrafił przewrócić oczami i wyciszyć telefon, gdy pisała jego laska, w związku z inną potrafił jechać przez pół miasta by zobaczyć ją na 30 minut! Jestem pewna, że w oczach poprzedniej laski ten chłopak nie miał czasu. Co się zmieniło w relacji z nową? Stracił pasje i zainteresowania? Nie! Umieścił ją wyżej na liście priorytetów. Czerwona sukienka w kropki Ja też jestem zajęta. I też mam zapchany kalendarz Więc jak to jest możliwe, że udało mi się w ciągu chwili umówić na śniadanie z równie zabieganą Asią, która ma zapieprz przy własnej książce i małym dziecku? Było to bardziej priorytetowe niż inne rzeczy. SIMPLE AS tym samym czasie powiedziałam pewnie kilku osobom, zgodnie z prawdą zresztą, że nie mogę bo mam zapieprz. Albo że w tym tygodniu odpada. Gdy nie odpisuję na wiadomości – widocznie nie jest to dla mnie mój priorytet, tak samo jak praca nie jest „top priority” Kourtney Kardashian. Uwielbiam, gdy ktoś mi pisze pasywno-agresywną wiadomość w stylu „widzę że jesteś online, kiedy mi odpiszesz?”. Zapewniam – uwielbiam wiadomości od odbiorców, prowadzimy często wspaniałe dyskusje, ale zaglądanie w DM-ki, a już szczególnie w te od osób, które piszą do mnie po raz pierwszy – to nie jest mój TOP PRIORITY (Thorze, czemu słyszę to głosem Kourtney?). Gdy jestem na insta, moim priorytetem jest tworzenie treści, z których skorzysta więcej osób. Jak to jest, że gdy masz egzamin, to wcześniej wychodzisz z domu, żeby mieć zapas czasu, a gdy chodzi o zwykły wykład, to nie masz takiej spiny? Egzamin jest dla Ciebie ważniejszy od wciśnięcia drzemki albo dokładnego wytuszowania rzęs. Wykład? Nic się nie stanie jak się spóźnisz. Miałam nauczycieli, do których nie miałam tupetu się spóźnić, miałam takich, na których lekcje regularnie wparowywałam 10-14 minut po dzwonku. Jeśli nie czekały mnie z tego tytułu żadne poważne konsekwencje – nauczyłam się, że mogę i tyle. Czego Ty uczysz swoimi reakcjami innych? Z drugiej strony… Boję się ludzi, dla których z miejsca staję się priorytetem. Jedno spotkanie, było miło, spoko, ale nagle ta osoba NIC NIE PLANUJE na cały tydzień, bo może któregoś dnia je będę miała czas. Jeju. Automatycznie czuję się osaczona i robię w tył zwrot! Jeśli jesteś taką osobą, która odmawia wyjścia na wino z koleżanką, pójścia do kina (bo chłopak powiedział że MOŻE EWENTUALNIE w czwartek mu się UDA) i rezygnujesz z treningu jogi na rzecz wpatrywania się w telefon czy może mu się UDA ZNALEŹĆ CHWILKĘ, to proszę – skończ i zmień priorytety. To jest bardzo niezdrowe, gdy druga osoba jest dla ciebie całym światem. Pisałam o tym kiedyś w tekście, dlaczego to bardzo niezdrowe dla głowy, gdy masz wszystko oparte na jednym filarze. Ja nie mam żadnego problemu by odmówić komuś spotkania, bo niedziela to dla mnie dzień dla siebie i w niedzielę zazwyczaj leżę w wannie albo odpoczywam od ludzi ;). Nie boję się mówić, że to dla mnie ważne i że potrzebuję takiego dnia. Co nie oznacza, że potrafię zrobić czasem wyjątek dla wyjątkowych osób. Np. jak Julia z Szymkiem przyjechali z Wrocławia do Warszawy i zapytali, czy znajdę czas, to znalazłam. Bo miałam ochotę, bo to super ludzie, bo wiem, że nie jadę na kolację, która będzie gadką o niczym i w połowie zacznę żałować, że jednak nie wybrałam wanny. To super, że Twój chłopak ma swoje pasje i bogate życie. Wielu znajomych, regularnie chodzi na siłownię a w piątek musi odpocząć po całym tygodniu. Ale jeśli drugi, trzeci, piąty i dziesiąty raz to wszystko jest od ciebie ważniejsze, to raczej nie jest tak, że ten chłopak nie ma czasu. On nie chce go mieć. Nie jesteś jego priorytetem. Im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla ciebie. chłopak nie ma czasu Inne fajne teksty:
fot. Adobe Stock, highwaystarz Nie marzyłam o miłości. Miałam wtedy 48 lat, za sobą nieudane małżeństwo i dwie równie nietrafione próby stworzenia nowego związku, jedną także ze związanym mężczyzną, czego żałuję. Mężczyźni, których spotkałam na swojej drodze byli bardzo podobni do mojego byłego męża. Na pierwszym spotkaniu wydawali się interesujący i mili. Gdy ich jednak poznawałam bliżej, okazywało się, że to zapatrzeni w siebie egoiści. W pewnym momencie przestałam szukać Przyzwyczaiłam się do życia w pojedynkę, ba, nawet je polubiłam. Może dlatego, że nigdy nie czułam się samotna. Jestem lekarzem weterynarii, od lat prowadzę własną przychodnię dla zwierząt. Uwielbiam swoją pracę. Dorobiłam się licznego grona szczekających i miauczących pacjentów, zaprzyjaźniłam z ich właścicielami. Byłam zadowolona ze swojego życia i myślałam, że nic się już w nim nie zmieni. Myliłam się… Dokładnie pamiętam tamten wieczór. Dochodziła ósma i miałam już zbierać się do domu, gdy zadzwonił telefon. W słuchawce usłyszałam nieznajomy męski głos: – Lecznica jest jeszcze czynna? – Za minutę zamykam… A coś się dzieje? – zapytałam. – Tak! Mój Rambo jest słaby, nie chce jeść. Nie rozumiem tego, rano wszystko było w porządku. Skakał, łasił się, szczekał… A teraz jest osowiały, jakby półprzytomny – mówił. W głowie zapaliła mi się czerwona lampka. Z objawów wynikało, że pies może mieć babeszjozę, groźną chorobę przenoszoną przez kleszcze. Nieleczona prowadzi do śmierci. – Czy pies jest zabezpieczony przed kleszczami? – chciałam się upewnić. – Miał specjalną obrożę, ale kilka dni temu zgubił ją gdzieś w krzakach, gdy byliśmy na spacerze. Zamierzałem kupić nową, ale jakoś zapomniałem. Miałem mnóstwo spraw do załatwienia… – facet zaczął się tłumaczyć. – Dobrze, szkoda czasu – przerwałam mu stanowczo. – Proszę natychmiast przyjechać z psem. Poczekam. Byłam wściekła na tego mężczyznę Przez lata praktyki napatrzyłam się na cierpienie i śmierć zwierząt spowodowane niefrasobliwością ich właścicieli. Miałam nadzieję, że tym razem nie będzie za późno, i zdołam pomóc psiakowi. Obiecałam sobie jednak, że jak już to zrobię, to wygarnę facetowi, co myślę o jego braku pamięci. Mężczyzna zjawił się po niecałym kwadransie. Zaparkował samochód przed lecznicą z piskiem opon i wpadł do środka jak bomba. Jak mi się wydawało, sam. – To ze mną rozmawiała pani przed chwilą – zaczął. – A gdzie jest pies? Czyżby znowu miał pan po drodze coś do załatwienia i o nim zapomniał? – zapytałam z przekąsem; byłam na sto procent przekonana, że Rambo to jakiś potężny zwierzak, pitbull albo amstaf, tymczasem wokół nóg mężczyzny nie kręcił się żaden pies… – Nieee. Nie zapomniałem – odparł, sięgając za pazuchę. Po chwili na stole stał rozdygotany, maleńki chihuahua. Na oko ważył niewiele ponad kilogram. – To jest właśnie Rambo. Niech pani go ratuje. To mój najwierniejszy przyjaciel – wykrztusił mężczyzna. Nie mogę obiecać, że z tego wyjdzie Nie ukrywam, byłam zaskoczona. Chihuahua w ogóle nie pasował do właściciela. Mężczyzna miał około pięćdziesiątki, był bardzo wysoki, potężnie zbudowany. Tacy jak on rzadko pokazują się w lecznicy z miniaturkami. Wstydzą się, uważają, że to damskie pieski. Jeżeli więc już wpadną z takim, to mówią, że to ulubieniec dziecka albo żony. Tymczasem ten był inny. Wcale nie ukrywał, że to jego ukochany pupil. Badając pieska, zaczęłam się zastanawiać, dlaczego mężczyzna wybrał akurat tę rasę. Jakby czytał w moich myślach. – Mieszkam sam, dużo podróżuję służbowo – zaczął. – Rambo jeździ ze mną. Jest maleńki, więc wszędzie mogę go przemycić. Na spotkanie, do restauracji. Nawet do hotelu, w którym nie toleruje się psów. Dzięki temu nie czuje się taki opuszczony, nie czeka na mnie godzinami. Zrobiło mi się ciepło na sercu. Pomyślałam, że mężczyzna, który tak dba o dobre samopoczucie swojego psa, nie może być zły. – Miałam ochotę zmyć panu głowę za tę obrożę. Ale już mi przeszło – uśmiechnęłam się. – Uff, to mi ulżyło. A tak na poważnie, to faktycznie byłem głupi. Mam tylko nadzieję, że Rambo za to nie zapłaci – westchnął głęboko. Moje przypuszczenia, niestety, się sprawdziły. Chihuahua miał babeszjozę. Z jego ucha wyciągnęłam kleszcza, dla pewności obejrzałam pod mikroskopem krew. Podałam leki, założyłam wenflon i podłączyłam mu kroplówkę. Piesek nawet nie protestował. Był tak osłabiony, że tylko popiskiwał cichutko. Za to mężczyzna nie krył przerażenia. Miałam wrażenie, że za chwilę zemdleje – Proszę mi obiecać, że Rambo z tego wyjdzie – prosił. – Zobaczymy… Proszę uważnie go obserwować i koniecznie przyjechać jutro po południu. Zrobimy kolejne badania, podamy leki – odparłam. Wcale nie miałam pewności, czy leczenie pomoże. – Będziemy na pewno – odparł facet cicho, zawijając pupila w kocyk. Był tak przejęty, że zrobiło mi się go potwornie żal. Miałam nadzieję, że pies zareaguje na leczenie i wszystko skończy się dobrze. Następnego dnia od rana niespokojnie kręciłam się po gabinecie. Zastanawiałam się, czy mój wieczorny pacjent przetrwał noc, i czy jego właściciel się z nim pojawi. Wreszcie przyjechali. Mężczyzna uśmiechał się od ucha do ucha. – Jest pani cudotwórczynią! Z Rambo chyba jest już lepiej! –krzyknął. – Tak? To proszę postawić pacjenta na stół, sprawdzimy, obejrzymy – ucieszyłam się. Psiak rzeczywiście wyglądał trochę lepiej. Pewniej stał na łapkach, nie był już taki osowiały. Po raz kolejny podałam mu leki, kroplówkę. Powtarzałam to jeszcze przez kilka następnych dni… Przez ten czas poznałam jego właściciela. Marek okazał się sympatycznym mężczyzną, wesołym, inteligentnym. Dużo rozmawialiśmy. Okazało się, że mamy wspólne zainteresowania, lubimy te same filmy, muzykę, książki. Po piątej wizycie miałam wrażenie, że znamy się od wielu lat. Mały zazdrośnik daje nam popalić Nie wpadałam jednak w euforię. Ciągle pamiętałam o swoich poprzednich związkach. Wtedy też za każdym razem wydawało mi się, że spotkałam na swojej drodze księcia z bajki. A potem okazywało się, że to jednak wstrętna ropucha. Nie chciałam znowu przeżywać takiego rozczarowania. I choć Marek bardzo mi się podobał i czułam, że on też jest mną zainteresowany, trzymałam go na dystans. Tłumaczyłam sobie, że tak będzie lepiej i bezpieczniej. Po dwóch tygodniach leczenie Rambo dobiegło końca. Psiak wrócił do zdrowia, a po chorobie na szczęście nie pozostał nawet ślad. – Dzisiaj widzimy się po raz ostatni. Morfologia w porządku, wątroba i nerki też, pies jest w znakomitej formie. Nie mam tu już nic więcej do roboty – powiedziałam, spoglądając na wyniki badań. – Naprawdę? Może jeszcze przyjdziemy jutro? Tak na wszelki wypadek? – jęknął Marek. – Nie ma takiej potrzeby. I nie chcę was tu więcej widzieć. Przynajmniej z powodu kleszczy – udałam srogość. – Mowy nie ma! Już nigdy w życiu nie zapomnę o obroży! – Marek uderzył się w pierś. Gdy wyszedł z lecznicy i wsiadł do samochodu, zrobiło mi się nagle bardzo smutno. Zrozumiałam, że więcej pewnie nie zobaczę ani jego, ani Rambo. I bardzo tego żałowałam. Następnego dnia miałam istne urwanie głowy. Psy, koty, chomiki… Wieczorem ledwie trzymałam się na nogach. Zamknęłam lecznicę i powoli ruszyłam na parking. – Czy pani doktor da się zaprosić dzisiaj na kolację dwóm samotnym facetom? – usłyszałam nagle za plecami znajomy męski głos. Odwróciłam się. Przede mną stał Marek W jednej ręce trzymał olbrzymi bukiet róż, w drugiej smycz. Malutki Rambo siedział karnie na bucie swego pana i przyglądał mi się z zaciekawieniem wielkimi, brązowymi oczami. Bardzo mnie to rozbawiło. – Chyba nie mam innego wyjścia. Kto by się oparł takiemu spojrzeniu – uśmiechnęłam się. Nie czułam się już zmęczona. Miałam ochotę skakać z radości. Od tamtej pory minął prawie rok. Jesteśmy z Markiem parą, coraz częściej myślimy o wspólnej przyszłości. Zdążyłam go już dobrze poznać i wiem, że jest księciem z bajki, a nie żabą. Do pełnego szczęścia brakuje mi tylko jednego: akceptacji Rambo. Mały chihuahua bywa bardzo zazdrosny o swojego pana. Zwłaszcza, jak ten chce mnie przytulić, pocałować… Pakuje się zaraz między nas, szczeka, czasem nawet warczy. Na szczęście ostatnio znaleźliśmy na niego sposób: przysmak z suszonej kaczki. Za dwa paseczki zostawia nas w spokoju. Na godzinkę… Niewiele to czasu, ale dobre i to. Czytaj także:„Gdy zmarł teść, teściowa się zmieniła. Obsesyjnie interesowała się naszym życiem, nieproszona cerowała moje majtki”„Czułam, że to dziecko musi żyć. Próbowałam odwieść Kasię od usunięcia ciąży i miałam rację. To dziecko uratowało jej życie”„Adrian miesiącami mnie dręczył i prześladował. Policja mnie zbyła. Zainteresują się dopiero, gdy zrobi mi krzywdę”
zapytał(a) o 17:01 Chłopak nie ma dla mnie czasu . Co robić ? Jestem ze swoim chłopakiem 8 miesięcy i ostatni raz normalnie spędziłam z nim czas 31 marca .Dziś jest 5 maja i jak zapytałam się czy się spotkamy to on odpowiedział "Dziś" a ja zapytałam, a co nie masz czasu ? on mi odpowiedział , że nie ma czasu , zapytałam a co robi ? odp. ma spotkanie .Zapytałam czy z Oliwią ? Odpowiedział , że nie . Zapytałam a z kim ? Odp. czy musi mi mówić ? Odp. że nie , nic na siłe , On na to, ze na pewno nie z Olivką .Oliwia jest jego przyjaciółką , o którą jestem strasznie zazdrosna, bo nie wierzę w przyjaźnie damsko-męskie , bo wiem, że w końcu ktoś się zakocha . Ostatnimi czasy często się o nią kłóciliśmy . Ze swoim chłopakiem ostatnio widziałam się w piątek na 10 minut . On mieszka ok 80 metrów ode mnie , czyli blisko . Ale kurcze strasznie mi go brakuje, mam wrażenie, że mnie nie kocha i mam myśli by z nim zerwać. Ale nie wiem jak to zniosę, bo jest to moja pierwsza prawdziwa miłość i nie mogę bez niego żyć. Ja jestem z natury bardzo wrażliwa i codziennie mi go brakuje mimo, że czasem się spotykamy, ale nie na dłużej niż na 1 godzinę i przez to często płaczę . Nie wiem jak mam postępować dalej , może z nim zerwę .. To pytanie ma już najlepszą odpowiedź, jeśli znasz lepszą możesz ją dodać 1 ocena Najlepsza odp: 100% Najlepsza odpowiedź Cabro odpowiedział(a) o 17:10: gdyby jemu na tobie zależało to by się spotykał. no chyba, że jest facetem wyższych lotów i jest dyrektorem w jakieś koroporacji. a tak na poważnie, to ile ma lat? pewnie młody, więc co może mieć innego do roboty? siedzi i kuje na zajęcia w domu? Odpowiedzi blocked odpowiedział(a) o 17:04 Jesli mieszkacie blisko to dla mnie to dziwne ze się na tak krotki czas spotykacie pogadaj z nim na poważnie o tym Hmm mam tak samo 8 miesięcy razem i mam też mam BFF-kę . Ale to ja z nią nie wychodzę. Może z nim o tym pogadaj i mu powiedz,że bardzo ci zależy i brakuje ci go , chcesz z nim częściej wychodzić . pausia64 odpowiedział(a) o 17:12 zrób tak jak on zrobil z tb... nie bądź na jego skinienie i jak będzie sie chcial spotkac nastepnym razem to powiedz mu ze też masz spotkanie np albo masz inne plany ;p to zadzialo na niego;p o i nie pisz do niego tteraz nic pozostan bez odp ;p pokerAS odpowiedział(a) o 17:13 a jemu na pewno na tobie zalezy? jestes pewna? bo jak tak to moze tez go tam troche olej niech zobaczy co czujesz to moze zmieni podejscie ;) Uważasz, że ktoś się myli? lub
Znamy się rok, od początku ze sobą kręcimy, ale oficjalnie jesteśmy ze sobą pół roku. Na początku się starał, pisał.. Teraz czuje, że mnie olewa. Praca, siostry, bracia, znajomi - to jest ważniejsze. Czuje się jakbym była lekarstwem na nudę Denerwuje mnie to, kiedy mu mówię że mnie olewa to się obraża i jeszcze bardziej się oddala. Co ja mam zrobić? Nie odpisać mu, olać tak samo żeby poczuł, że robi źle czy udawać, że wszystko jest w porządku? Nie chce być wredna, nie chce go ograniczać, zmuszać.. Chciałabym żeby sam miał potrzebę bycia blisko mnie
fot. Adobe Stock Tegoroczne wakacje miały być inne. Przede wszystkim wreszcie udało mi się spełnić obietnicę dawno temu złożoną moim córkom, że zobaczą egipskie piramidy. Miałam też nadzieję, że ten czas spędzimy wspólnie z Andrzejem. Chodziło mi o to, aby poznał bliżej moje dwie nastoletnie latorośle, a może nawet się z nimi zaprzyjaźnił. To dla niego nawet ukończyłam kurs nurkowania, bo mój facet był zapalonym płetwonurkiem. Chciałam mu sprawić przyjemność. – Zakochane kobiety skłonne są do szaleństw! – mówiły moje koleżanki i ze zdziwienia szeroko otwierały oczy, kiedy opowiadałam im o swoich lekcjach. Nie mogły uwierzyć, że czterdziestoletnia kobieta decyduje się na coś takiego. Zrozumiałaby, gdybym zapisała się na kurs prawa jazdy, czy naukę języka obcego, ale nurkowanie? – A jak się utopisz?! – dramatyzowały. Chociaż boję się wody, dla niego zrobię wszystko Zaskoczone były również moje córki. One wprawdzie przyzwyczaiły się już do moich pomysłów, lecz nie wierzyły, że z miłości przełamię strach przed wodą. – Przecież nawet nie pływasz za dobrze – argumentowały, starając się odwieść mnie od tej decyzji. – Żeby nurkować, nie trzeba być super w pływaniu – przekonywałam je. I dopięłam swojego. Po dwóch miesiącach teorii, treningu na basenie, a potem ćwiczeń na jeziorze, zdobyłam upragniony certyfikat. Andrzej był zachwycony. W prezencie kupił mi płetwy i maskę. Cieszył się, że ma taką zdolną kobietę, a ja puchłam z dumy. Nie dość, że po rozwodzie poznałam fajnego mężczyznę i się z nim związałam, to jeszcze teraz połączyła nas wspólna pasja. – Gdyby nie on, w życiu bym się do tego nie zmusiła – wyznałam Lenie. – Wcale ci się nie dziwię! – przyjaciółka uśmiechnęła się promiennie. Doskonale mnie rozumiała, bo i ona dla swojego mężczyzny polubiła wspinaczki, chociaż nigdy wcześniej nie była w górach nawet na wycieczce. Właśnie parząc na nich, doszłam do wniosku, że wspólne zainteresowania scalają związek, dlatego zapisałam się na kurs nurkowania. Wyobrażałam sobie, jak jedziemy z Andrzejem nurkować w gdzieś w Polsce lub nad ciepłe morze. Jednak choć kurs skończyłam już rok temu, wciąż nie mogliśmy znaleźć czasu na taki wyjazd. Albo byliśmy zbyt zapracowani, albo woleliśmy cieszyć się sobą w domowym zaciszu, z dala od ludzi i miejskiego zgiełku. Teraz było podobnie, Andrzej musiał zająć się swoją firmą. Jednak uparł się, że ja pojadę bez niego, za to zabiorę płetwy, maskę i spróbuję swoich sił. – Bo nie można być w Egipcie i nie skorzystać z tamtejszych raf – twierdził. W ogóle nie dopuszczał możliwości, że mogę się zwyczajnie bać… Traktował mnie jak rozkapryszonego dzieciaka, którego trzeba przywołać do porządku. Trochę mnie to bolało, jednak uznałam, że taka już uroda twardziela. „Sam od lat prowadził firmę, musi walczyć, jak lew, żeby się utrzymać na powierzchni, więc i w życiu prywatnym bywa obcesowy” – pocieszałam się, pakując do torby ekwipunek do nurkowania i ciuchy. Na szczęście, im więcej czytałam o Egipcie i miejscowości, do której niebawem miałam pojechać, prawdziwej mekki amatorów wszelakich sportów wodnych – tym bardziej mnie nęciło, żeby zebrać się na odwagę i faktycznie tego nurkowania spróbować. Jak mówią, tonący brzytwy się chwyta. Ja też Wtedy przypomniałam sobie o Piotrku, którego poznałam na kursie. Z nim przecież mogłabym poćwiczyć! Nieraz napomykał, że moglibyśmy razem pojechać na doły zalane w dolomitowym akwenie w pobliżu Jaworzna – świetnym miejscu do nurkowania. W końcu z Katowic nie było tam aż tak daleko. Wcześniej zawsze mu odmawiałam. Byłam przecież w związku i nie chciałam umawiać się z innym mężczyzną. Nauczona doświadczeniem wiedziałam, co kryje się za taką niewinną propozycją. Czułam, że się Piotrkowi podobam, a nie chciałam ranić Andrzeja ani tym bardziej go stracić. Teraz jednak sobie o Piotrze przypomniałam. Jak mawiają, tonący brzytwy się chwyta, a ja potrzebowałam więcej praktyki. No bo po co wydałam ponad tysiąc złotych na kurs? Ciągle nie miałam z niego żadnych korzyści. A nurkować sama się jednak bałam, nawet w bezpiecznym Egipcie. Zadzwoniłam więc do Piotrka, a on wyraźnie się ucieszył. – Na pewno ci się podoba, że tak wodzi za tobą wzrokiem – zauważyła tylko Lena, której opowiedziałam o moim znajomym z kursu. – Poradzę sobie! Przecież nie będę tam z nim sama, może nawet zabiorę dziewczynki – odparłam szczerze. Trochę nie rozumiałam tych komentarzy. W końcu miałam już czterdziestkę na karku i coraz częściej widziałam w lustrze, że choć czas obchodzi się ze mną łaskawie, to już zaczyna zostawiać piętno na mojej twarzy i ciele. Przybyło mi parę kilogramów, miałam też znacznie więcej zmarszczek niż jeszcze niedawno. Może nawet dodawały mi uroku, ale na pewno nie poprawiały humoru. Piotrek jednak jakby tego nie zauważał. Po paru spotkaniach, podczas których zachowywał się bardzo powściągliwie, znowu zaczął mnie adorować. Tym razem bardzo mi to odpowiadało. Coraz częściej bowiem uświadamiałam sobie, jak ten niepozorny i niezbyt wysoki okularnik jest inny od mojego Andrzeja. Na tle Piotrka mój facet wypadał mało korzystnie. Jak dla mnie był za mało spontaniczny. Zbyt rzeczowy, nawet nieczuły. Zdarzało mu się traktować mnie oschle, mnożył wymagania. Za to Piotr… Piotr bardzo się mną przejmował. Gdy miałam gorszy dzień, drążył temat tak długo, aż mu wyjawiłam, co mnie gryzie. Potrafiłam się przy nim otworzyć, a on potrafił szybko znaleźć rozwiązanie. Pomagał mi, kiedy tylko mógł. W dodatku, gdy nie miałam na coś ochoty, od razu rezygnował z pomysłu. Widziałam coraz wyraźniej, że to mężczyzna do rany przyłóż. Bez kaprysów i nierealnych oczekiwań. Z każdym dniem podobał mi się coraz bardziej. Andrzej, zaprzątnięty sprawami firmy, zupełnie nie czuł się zagrożony obecnością rywala na horyzoncie. Nie zwracał uwagi ani na mnie, ani tym bardziej na Piotrka, którego miał za śmiesznego okularnika. Nadwornego trefnisia, jak o nim mówił. Miałam mu to za złe: w końcu Piotr był moim przyjacielem i chciałam, żeby Andrzej go akceptował. – Za dużo oczekujesz od życia! – śmiała się Lena. – Od faceta typu macho żądasz wyrozumiałości i empatii, w dodatku wobec innych samców. Coś takiego w przyrodzie nie występuje! – żartowała. – Ale nie przejmuj się. Kiedy panowie oswoją się ze sobą, to może się nawet polubią? Kto wie… Żyłam więc oczekiwaniami i planami na wakacje, gdy pewnego dnia Piotrek zapytał, czy nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby wykupił sobie wczasy w tym samym terminie i hotelu co ja, bo chętnie by ze mną ponurkował. Przyznam, że szczerze się ucieszyłam. „Przynajmniej będę miała towarzystwo” – pomyślałam. Dobrego humoru nie zepsuła mi nawet awantura, jaką wszczął Andrzej, dowiedziawszy się o naszym wspólnym wyjeździe. – Podziękuj sobie – warknęłam najpierw. – To przez ciebie jedzie z nami Piotr. Nigdy nie masz dla mnie czasu, a ja przecież tak się staram, żeby z tobą być! Przecież tylko dla ciebie skończyłam ten kurs, dla nikogo innego bym tego nie zrobiła… – tu mi głos uwiązł w gardle, bo poczułam, że NAS już nie ma. Rozstaliśmy się w gniewie… Mimo wszystko nie miałam zamiaru płakać po Andrzeju. Bo wtedy już dotarło do mnie, że zmierzamy donikąd. Andrzej chyba czuł to samo, bo wkrótce potem się wyprowadził. I już nigdy więcej się do mnie nie odezwał. Wakacje w Egipcie były bajeczne… Rzeczywistość przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Dziewczyny chodziły swoimi ścieżkami. Wieczorami odwiedzały dyskoteki, a wciągu dnia odpoczywały, wylegując się na leżakach przy hotelowym basenie. My z Piotrem nurkowaliśmy, ile tylko się dało. Pod wodą albo trzymaliśmy się za ręce, albo szukaliśmy pamiątek z dna morza. Bawiliśmy się przy tym jak dzieci! Dziękowałam Bogu, że w porę zrozumiałam swój błąd i rozstałam się z Andrzejem… Mężczyzną mojego życia okazał się niepozorny Piotr. Rozumie mnie, zawsze jest blisko i sprawia, że naprawdę czuję się stuprocentową kobietą. Czytaj także:Mój syn ma 23 lata i nie rozumie, że ma jeszcze czas na amoryMoja córka ma 3 dzieci. Nie poświęca im uwagi, bo ciągle siedzi w telefonieMam 4 synów. I dzięki Bogu, bo z córkami to tylko problemy
facet nie ma dla mnie czasu